O tym i owym - o seo i życiu ;)

Subskrybuj RSS

Ciemność, widzę ciemność...

Napisał(a) Yanek dnia 2010-03-05 o godzinie 10:21

A konkretnie to w ciemnych barwach widzę przyszłość własnego pokolenia - dzisiejszych trzydziestolatków. Panie i panowie, mamy przerąbane. Dlaczego? Już tłumaczę...

Trafiłem niedawno na serwis społecznościowy, który bazuje na zadawaniu pytań i udzielaniu na nie odpowiedzi - przez samych użytkowników. Serwisów opartych na takim schemacie jest zresztą chyba kilka, ale nie będę ryzykował weryfikowania tego przypuszczenia. Idea ciekawa, wykonanie całkiem fajne, no i łatwość nawigacji. Same plusy. Dodatkowo lista kategorii tematycznych, w których można zadać pytanie. Cudnie, wygodnie, logicznie. Zacząłem serwis przeglądać intensywniej i nagle poczułem się ogłuszony pytaniami zadawanymi przez użytkowników tego, bądź co bądź, ciekawego pod względem zamysłu serwisu. Pomijam już rażące błędy popełniane przez około 70% pytających (i udzielających odpowiedzi), pomijam stylistykę i trafiające się tu i ówdzie PokeMonOwe pismo. Ale poziom merytoryczny tychże pytań sprawił, że przez dłuższą chwile rozważałem możliwość najazdu na ów serwis typowych trolli, prowokujących poprzez pisanie idiotyzmów. Zacząłem więc przeglądać profile userów i cóż się okazało? Większość z nich to nie żadne świeżo zarejestrowane osoby, które mogłyby faktycznie bawić się w robienie ludzi w balona, ale aktywni od dawna użytkownicy (czy raczej użytkowniczki, bo zdecydowanie przeważają tam kobiety). Wiek, sądząc po pytaniach, oceniam na 10-17 lat (przewijające się prośby o rozwiązanie zadań domowych, udzielenie odpowiedzi na pytania z podręcznika do matematyki dla pierwszej gimnazjum itp. utwierdziły mnie w przekonaniu co do wieku userów). Mocno wstrząśnięty przeniosłem się do kategorii poświęconej biznesowi i ekonomii, oczekując rozważań na nieco wyższym poziomie. Błąd. Pytania w stylu "Jak szybko zarobić?", "Skąd wziąć kasę?", a nawet nawiązujące do oddania konta i punktów w jakiejś bliżej mi nie znanej grze internetowej (zgadywać tylko mogę, że o tematyce zahaczającej o biznes) spowodowały opad mojej szczęki. Merytorycznych, sensownych pytań w tym dziale, naliczyłem z pięć.

Powszechny brak wiedzy, zasad ortografii, brak znajomości naprawdę elementarnych zagadnień z historii czy jęyka polskiego - kompletnie mnie ogłuszyły. Do tego to ciągłe "chodzenie na skróty" (zarówno w kwestii odrabiania prac domowych, jak i ściągania filmów czy muzyki - ja rozumiem, nikt nie jest święty, ale są chyba jakieś granice przyzwoitości?). Zero inicjatywy (no chyba, że chodzi o wybór fryzury do szkoły czy koloru lakieru do paznokci), kompletny infantylizm i lenistwo walące po oczach. Do tego dołóżmy rozważania w stylu "Jak komuś przygnoić, żeby popamiENtał?", "Jak zemścić się na bracie?", "Jak wkurzyć nauczyciela?" a uzyskamy obraz przeciętnej, polskiej nastolatki, jaki nam się wyłania - przynajmniej w oparciu o opisywany serwis.

Ja wiem, że nie tak zachowują się wszyscy młodzi ludzie. Że część z nich (daj Boże spora) ma pojęcie o tym, czego uczy się w szkole, szanuje inne istoty ludzkie i interesuje się czymś więcej niż "ściąganie z sieci" i zastanawianie się nad tym "Ktury uczestnik You Can Dance jest the beściacki" (byk zamierzony). Jednak jeśli choć połowa dzisiejszej młodzieży reprezentuje taki poziom, to doprawdy, mamy przerąbane. Dlaczego? Bo to właśnie te osoby mają pracować na nasze emerytury. A jeśli już teraz mają one gdzieś elementarlne zasady, szukają furtek i prześlizgują się przez życie, to poważnie wątpię, by w pewnym momencie nastąpił cudowny zwrot w ich podejściu do świata.

Prawdopodobnie przesadzam, a przynajmniej karmię się taką nadzieją. Jeśli jednak poziom cwaniactwa i ignorancji będzie się w naszym narodzie szerzyć, to pozostaje mieć nadzieję na głębokie reformy systemu ubezpieczeń społecznych ;] Względnie rozwazyć intensywniejsze oszczędzanie na własną emeryturę. Bo takim ludziom swojej przyszłości wolałbym jednak nie powierzać ;]

Kiedy kasa? ;)

Napisał(a) Yanek dnia 2010-02-24 o godzinie 14:09

Obecnie wiele osób korzysta z przelewów przez Internet. Sposób wygodny i, zdawałoby się, wyjątkowo szybki. Tymczasem zdarza się, że zlecenie złożone na stronie banku wczesnym rankiem, do odbiorcy dociera późnym popołudniem. Jeśli komuś zależy na czasie, to wyrywa włosy z głowy zastanawiając się co u licha wyprawia się z tym przelewem? Dawno już powinien dotrzeć na właściwe konto! Sam nie jeden raz byłem w takiej sytuacji - najbardziej frustrowałem się zlecając przelew w piątek koło południa i licząc naiwnie na to, że sklep (na którego konto wpłacałem kasę) otrzyma dość szybko moje drogie pieniążki i zdąży nadać paczkę jeszcze przed weekendem. I cóż, w wielu przypadkach się to niestety nie udawało, bo kasa księgowana była dopiero w poniedziałek rano. Szczęśliwie wiem już jak uniknąć sytuacji stresowych i nerwowego spoglądania na zegarek, względnie sprawdzania konta co 15 minut (jeśli to ja na przelew oczekuję). Trafiłem na serwis kiedykasa? i z ręką na sercu go polecam ;) Dzięki niemu z łatwością mozna poznać przybliżoną długość realizacji zleconego przelewu. Coś z gatunku: mała rzecz, a cieszy ;)

O kampaniach reklamowych słów kilka

Napisał(a) Yanek dnia 2010-02-20 o godzinie 17:21

Aby zacząć zarabiać dzięki stronie, trzeba najpierw ją wypromować. Jest to sprawa chyba dla wszystkich oczywista. Sposobów na to, by przyciągnąć do serwisu użytkowników, jest sporo. Każdy z nich to temat rzeka, więc pozwolę sobie część omówić tylko w paru słowach, koncentrując się mocniej na jednej z metod promocji - na kampaniach reklamowych. Jeśli ktoś jest ekspertem od promocji w Internecie, może sobie darować czytanie dalszego ciągu, prawdopodobnie bowiem opisane w tym poście metody są mu doskonale znane (niemniej gdyby zechciał poświęcić parę minut na przestudiowanie mojego wywodu i odniesienie się do niego - choćby wskazując nowe pomysły na wykorzystanie kampanii - będę wdzięczny). Osobiście za eksperta absolutnie się nie uważam, ponieważ jeśli o promocję w sieci chodzi, działam raptem na paru polach. Z kampanii reklamowych nie korzystałem i tematem zainteresowałem się bliżej dopiero niedawno. Zachęcam zatem do wspólnego odkrywania korzyści z nich płynących i sposobów na ich wykorzystanie ;)

Zacznijmy jednak od początku - stawiamy sobie stronę. Może to być blog, może być serwis o rybkach akwariowych albo portal społecznościowy, względnie witryna poświęcona budownictwu. Wsio rawno. Mamy stronę, mamy na niej mniej lub bardziej unikalny content (rzecz jasna im bardziej unikalny, tym lepiej). Czas, by skierować na nią użytkowników. Jak? Oto kilka najczęściej wykorzystywanych sposobów:
1. Poczta pantoflowa - trujemy o swojej stronie wszem i wobec, ustawiamy sobie jej adres w opisie na GG, Jabberze, wrzucamy link do profilu na odwiedzanym często forum dyskusyjnym, no i rzecz jasna marudzimy o niej znajomym. Dobrą metodą jest ustawienie sobie odnośnika w stopce maila. I liczymy na to, że znajomym witryna się spodoba na tyle, by nie tylko zechcieli od czasu do czasu na nią zajrzeć, lecz także by przekazali info o niej dalej.
2. Pozycjonowanie - metoda znana już chyba wszystkim. Chcemy zaistnieć w sieci? Musimy pojawiać się w wynikach wyszukiwania najpopularniejszych wyszukiwarek internetowych. O pozycjonowaniu zwykło się mawiać, że jest to zajęcie dla ludzi, którzy mają albo kupę wolnego czasu, albo sporo kasy - a już najlepiej, gdy mają jedno i drugie. Jeśli nasza strona traktuje o mało popularnych sprawach (dajmy na to o hodowli ślimaków winniczków) wówczas bez większego problemu damy radę wypozycjonować ją we własnym zakresie. Jeśli jednak konkurencja jest duża, wówczas sprawa się komplikuje i w grę zaczyna wchodzić konieczność poniesienia pewnych nakładów finansowych, względnie poświęcenia naprawdę sporej ilości swojego czasu.
3. Linki sponsorowane - alternatywa dla pozycjonowania. Wykupujemy bezpośrednio w interesującej nasz wyszukiwarce linki, które wyświetlają się dla danej frazy na szczycie listy wyników. Z góry ustalamy też ile jesteśmy w stanie poświęcić na tę reklamę kasy, więc bankructwo nam nie grozi. Co do skuteczności - bywa rozmaicie (ale to już temat na osobnego posta, jeśli nie na wiele postów).
4. Reklama na forach - metoda dobra, ale wyłącznie tworzona z sensem. Jeśli będziemy nachalnie nakłaniać do wejścia na naszą stronę, ograniczając się do rejestracji na forum i spamowania o naszej cud-witrynie, szybko zaliczymy bana i spotkamy się z niechęcią adminów i użytkowników. Jeśli do tematu podejdziemy dyplomatycznie, możemy osiągnąć sensowne wyniki (ale o tym też przy innej okazji).
Alternatywą dla zamęczania innych swoimi postami o charakterze reklamowym, jest tzw. mikroreklama. Można ją wykupić na niektórych forach dyskusyjnych - link i treść reklamy pojawiają się w specjalnym boxie pod wszystkimi naszymi postami (koszt uzależniony jest między innymi od tego, ile dni emisji postanowimy wykupić).
5. Mailing - oferowany choćby na Allegro (choć najwyższą skutecznością odznaczają się mailingi targetowane, te jednak swoje kosztują). Wykupujemy usługę, przekazujemy treść do wysłania, admin wysyła maila z treścią naszej reklamy do użytkowników (którzy - co ważne - wyrazili zgodę na otrzymywanie tego typu wiadomości).
6. Kampanie reklamowe - no i dojechaliśmy do owych kampanii, o których chciałem napisać nieco więcej. Zasadniczo wykupienie reklamy w postaci bannera kojarzyło mi się zawsze z koniecznością zabulenia naprawdę ostrej kasy. Z ciekawości przeglądałem ofertę takich portali jak Interia, Onet czy WP, umożliwiających umieszczenie reklamy w wybranym dziale serwisu. Rzecz świetna, acz droga. Alternatywą dla tego rozwiązania okazało się AdTaily - najprościej mówiąc jest to system umożliwiający tworzenie sobie kampanii reklamowych, za stosunkowo niewielkie pieniądze. Jest to ciekawe rozwiązanie zarówno dla serwisów, które są gotowe wygospodarować nieco przestrzeni na cele reklamowe, jak i dla osób mających ochotę poinformować innych o swojej stronie internetowej. Jak to działa? Opiszę rzecz na przykładzie odkrytego niedawno serwisu społecznościowego Polec.to, który poświęcony jest generalnie rozrywce (filmy, muzyka, gry komputerowe etc.). W prawym górnym rogu wspomnianego serwisu widnieje niewielki boxik, w którym można wykupić reklamę - właśnie za pośrednictwem AdTaily. Jeśli nasza strona powiązana jest w jakiś sposób z treścią serwisu (np. mamy witrynę o serialu "Breaking Bad"), możemy założyć, że odwiedzający Polec.to zainteresują się tym, co mamy do zaoferowania i w reklamę klikną. AdTaily działa na kilkuset stronach internetowych, zatem możemy do woli przebierać w ofertach i typować sobie te serwisy, na których chcemy zaistnieć. Co ważne - nie kupujemy kota w worku ;) Mamy statystyki informujące o liczbie użytkowników odwiedzających daną stronę, o skuteczności wyświetlanych reklam (liczba kliknięć na liczbę wyświetleń) etc. Część serwisów się ceni (kasując np. 100 zł za dzień emisji bannera), ale można znaleźć też całkiem popularne strony, które za dzień reklamy inkasują stosunkowo niewielkie pianiądze (np. 2 zł z groszami). Po uiszczeniu opłaty, otrzymujemy informację czy nasz banner został zaakceptowany (jeśli nie, kasa wraca na nasze konto), dostajemy też wgląd w statystyki skuteczności reklamy na danym portalu. Rzecz zatem warta jest przetestowania, zwłaszcza, że nie zmusza nas do ładowania w promocję grubej kasy. A efekty? Cóż, kilka dni temu postanowiłem przetestować skuteczność tej formy promocji. Za jakiś tydzień podzielę się wynikami. Aha, gwoli wyjaśnienia - bannerek umieszczony na Polec.to, czyli w przykładzie jakim się posłużyłem, nie jest mój ;) Co z tego będzie, czas pokaże ;)

Zarabianie w sieci? Oni potrafią! - słów kilka o geniuszach zza oceanu

Napisał(a) Yanek dnia 2010-02-19 o godzinie 18:53

O zarabianiu w Internecie mówi się od dawna i wiele osób z e-biznesu żyje, czerpiąc z niego całkiem sensowne dochody. W portalu blogPi.pl sporo miejsca poświęcono zresztą temu zagadnieniu, przy czym głównie poruszane aspekty e-dochodów to programy partnerskie lub zysk z reklam Google. Ja chciałbym ugryźć temat od nieco innej strony, podając przykład dwóch geniuszy ze Stanów Zjednoczonych, którzy zbijają fortunę robiąc w sieci... show. Geniuszy - bo w fenomenalny sposób wykorzystali swój talent i predyspozycje do zarabiania kasy, jednocześnie fundując przeciętnym śmiertelnikom absolutnie rewelacyjną rozrywkę. Można ich kochać lub nienawidzieć, jednak ciężko koło nich przejść obojętnie. O kim mowa? Już tłumaczę.

AVGN - Angry Video Game Nerd

Czy ktoś kojarzy może książkę Dawno temu w grach? Traktuje ona o historii gier komputerowych, koncentrując się akurat na początkach tej rozrywki w Polsce. W książce znajdują się krótkie recenzje starych, dobrych tytułów oraz rys historyczny. Podobną tematyką zajmuje się James D. Rolfe, znany w sieci jako Angry Video Game Nerd. Recenzuje on stare gry komputerowe (wydane na ośmiobitowce i konsole starej generacji), a filmiki z owych recek udostępnia w sieci, między innymi za pośrednictwem YouTube. Nie przebierając w słowach miesza z błotem kolejne tytuły, wskazując na ich wady, bezmyślność twórców, lecz czasami podkreślając też ich mniej lub bardziej liczne zalety. Filmy cieszą się niesamowitą popularnością, zarówno wśród ludzi dorównujących wiekiem AVGN (czyli pod trzydziestkę), pamiętających z autopsji szarpanie joystickiem podczas gry w platformówki czy mordobicia, jak i wśród młodego pokolenia, z zainteresowaniem zapoznającego się z grami z dawnych lat. Angry Video Game Nerd recenzuje też filmy kinowe, choć sympatię Internautów i ich serca zdobył głównie dzięki obrzucaniu inwektywami klasycznych gier.

Popularność Nerda przełożyła się szybko na realne dochody. Zarabia on zarówno na reklamach wyświetlanych na oficjalnej stronie, jak i na sprzedaży rozmaitych gadżetów (koszulki, kubki) oraz składanek DVD ze swoimi recenzjami.


Nostalgia Critic


Douglas Darien "Doug" Walker również zaczynał od kanału YouTube, umieszczając na nim pięciosekundowe filmiki obrazujące wielkie hity kinowe oraz recenzje klasycznych tytułów, przedstawiane w krzywym zwierciadle. Miał jednak mniej szczęścia od Nerda - jego kanał został zablokowany (a zdawałoby się, że to w naszym kraju są problemy z wolnością słowa..). Douglas nie zraził się jednak trudnościami stworzonymi przez YT i swoje recenzje opublikował na stronie thatguywiththeglasses.com. W serwisie znaleźć można nie tylko wspomniane już pięciosekundowe klipy i recenzje klasyków, ale też dział "Ask that guy with the glasses" (w pierwszym filmie Doug tłumaczy powody blokady jego konta przez YouTube) oraz krótkie recenzje najnowszych filmów (dział "Bum Reviews"). Popularność strony przerosła najśmielsze oczekiwania twórcy. Obecnie zarabia on ciężkie pieniądze nie tylko na sprzedaży gadżetów czy udostępnianiu swoich filmików np. na IPhone, ale też na zwykłych dotacjach - realizowanych na zasadzie: podoba Ci się moja strona i to co robię, to rzuć centa/grosz/yena ;) Nowe filmy umieszczane są w serwisie raz w tygodniu, co zapewnia stałą oglądalność strony i ciągły przypływ nowych widzów.


Jak widać na powyższych dwóch przykładach, zarabiać w sieci można nie tylko na programach partnerskich czy reklamach, ale też dzięki swojemu talentowi i pomysłowi na wypromowanie własnej osoby. W Polsce, póki co, takiej popularności chyba nikt nie zdobył. Jednak kto wie, może niedługo zapoznamy się na YouTube z recenzją jakiejś gry na C-64 lub obejrzymy komentarz do Avatara - w wydaniu zarabiającego na tym Polaka rzecz jasna. Czego sobie i Wam życzę ;)

Darmowe audiobooki
Copyright 2008 by Yanek blog oparty na platformie Przyjaznych Inwestorów

Jeśli szukacie dobrych ofert finansowych nie pomijajcie instytucji oferujących Tanie i Szybkie Pożyczki na sam Dowód często też bez BIK i bez zaświadczeń o zarobkach). Większość z nas jest pewna, że pożyczki w firmach takich jak Provident są bardzo drogie, a to błąd ! Pożyczając 1,000 zł. w Providencie, oddajemy tylko 1,218 zł. Mówiąc jaśniej, całkowite koszty pożyczki w Provident, tj. oprocentowanie pożyczki, prowizja, ubezpieczenie pożyczki to tylko 218 zł. - a teraz zobaczcie ile będzie kosztowała pożyczka w banku (EuroBank). Pożyczając 1,000 zł. w EuroBanku zapłacimy ponad 340 zł. kosztów !  Czytajcie warunki umów, nie patrzcie tylko na reklamy w TV na które mogą pozwolić sobie tylko bogate banki. Instytucje takie jak Provident to uczciwe firmy, a co najważniejsze, pożyczki przez nie oferowane są bardzo często tańsze niż pożyczki Bankowe.

Otwórz  Darmowe konto bankowe z kredytem odnawialnym  na start. Po otwarciu konta, wnioskujesz od razu o kredyt odnawialny. Kredyt przyznawany jest bez okazywania zaświadczeń, automatycznie na podstawie Twoich danych przechowywanych w BIK.   |  Czy nie wiesz w jakim banku otrzymasz  Pożyczkę bez sprawdzania w BIKu  i bez okazywania zaświadczeń o zarobkach ?  | Tania i szybka  Pożyczka na dowód. Pożyczamy do 3,000 zł. bez żadnych zaświadczeń, całkowicie on-line, bez wizyty w oddziale.